Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

Polska potrzebuje migrantów. "Są zbawienni nie tylko dla dużych miast"

Większość opracowań pokazuje, że Polska bardzo potrzebuje migrantów - tych bardzo dobrze wykształconych, ale także pracowników branży budowlanej, przetwórczej, przemysłowej - mówił w rozmowie z Jackiem Bańką profesor Konrad Pędziwiatr z Centrum Zaawansowanych Badań Ludnościowych i Religijnych Uniwersytetu Ekonomicznego. Jak dodał, zapotrzebowanie jest gigantyczne, a Polska nie ma rąk do pracy.

Zdjęcie ilustracyjne, fot. Pixabay

Posłuchaj rozmowy

Zapis rozmowy Jacka Mańki z profesorem Konradem Pędziwiatrem z Centrum Zaawansowanych Badań Ludnościowych i Religijnych Uniwersytetu Ekonomicznego:

Gazeta Wyborcza publikuje dzisiaj sondaż poświęcony migrantom. Z badań wynika, że 42%, badanych nie chce w Polsce żadnych migrantów. Czy pana to dziwi?

Niespecjalnie. Stało się to, czego się obawialiśmy - śmierć żołnierza na granicy. W tych wynikach, że to z pewnością miało wpływ na coraz mniej otwartą postawę polskiego społeczeństwa wobec imigrantów przymusowych przybywających do Polski z różnych miejsc. Robiliśmy badania w ramach projektu Otwarta Małopolska i to badanie pokazało, że wciąż jest bardzo duża otwartość Polaków na imigrantów przymusowych z Ukrainy, a zdecydowanie mniejsza na tych przybywających z innych części świata. To badanie pokazuje negatywny trend w otwartości, ale nie jest zaskakujące, bo jest mnóstwo innych badań, które też to pokazują.

Nieumiejętne rozbrajanie bomby

Decydujące dla nas są wydarzenia na granicy z Białorusią?

Tak. Uważam, że to miało bardzo istotny wpływ na postrzeganie zjawiska imigracji nieregularnej, imigracji przymusowej. Samo pojęcie uchodźstwa jest niezwykle w Polsce nacechowane negatywnie.

Zjednoczona Prawica przygotowuje spot, który przez część środowisk politycznych nazywany jest potem rasistowskim, to jest to czytanie obecnych nastrojów?

Wydaje mi się, że tak. Od 2015 roku w polskiej polityce wykorzystywana jest niechęć do imigrantów. Wcześniej tak się nie działo. Kryzys migracyjny zbiegł się z wyborami parlamentarnymi w Polsce i od tamtej pory problematyka migracyjna niestety jest paliwem do generowania poparcia społecznego, politycznego i bardzo nieumiejętnie ta bomba jest rozbrajana. Bardzo często partie centrowe, a nawet lewicowe wykorzystują argumenty urasawiające. To tylko wzmacnia środowiska skrajnie prawicowe w pójściu tą drogą.

To bardzo ciekawe co pan mówi o nieumiejętnym rozbrajaniu tej bomby.

Aktualnie mamy sytuację idealną z perspektywy planowania nowej polityki migracyjnej. Na stanowisku ministerialnym zasiada akademik, mój kolega z Ośrodka Badań nad Migracjami Maciej Duszczyk, który ma odpowiednią wiedzę, kompetencje żeby taką politykę zaplanować. W tym przedsięwzięciu bierze udział całe środowisko migrantologów. Szerokie konsultacje mają na celu stworzenie polityki migracyjnej. To są konsultacje zarówno w formie wywiadów grupowych, jak i ankiety i wiedzy eksperckiej. Efektem będzie szczegółowy raport, który będzie opublikowany na stronie Komitetu Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk.

Powrócę jeszcze do badań drukowanych dzisiaj przez Gazetę Wyborczą - mamy pokazaną geografię poparcia lub sprzeciwu wobec przyjmowania migrantów. Czy zaskakuje pana to, że województwa podlaskie i lubelskie nie są liderami tego sprzeciwu, a podkarpackie i świętokrzyskie?

Specjalnie mnie to nie zaskakuje. Widziałem badania tego typu w ramach wspomnianego wcześniej projektu Otwarta Małopolska, przeprowadzane były badania również postrzegania migrantów w całej Małopolsce, szczególnie uwzględnieniem różnych regionów w Małopolsce. Tutaj też potwierdziła się między innymi teza mówiąca o tym, że osoby, które mają większy kontakt z migrantami mają generalnie bardziej pozytywny stosunek do migrantów. Natomiast ci, którzy nie mają kontaktu z migrantami, są bardziej podatni na mowę nienawiści, urasawianie, stereotypizację, która się pojawia w mediach szczególnie społecznościowych. Badanie w ramach Małopolski Otwartej pokazało, że stosunek mieszkańców Krakowa jest najbardziej otwarty jeśli chodzi o migrantów, a zdecydowanie inaczej jest poza dużymi miastami. Mamy też zjawisko, które badamy w innym projekcie, gdzie widzimy, że migranci powracający z obczyzny mają bardzo negatywny stosunek do obcokrajowców. Jednym z powodów powrotów jest zbyt wiele różnorodności, to jeden z kluczowych czynników, który sprawił, że wrócili z Wielkiej Brytanii, z Niemiec, z innych części Europy.

Imigranci ekonomiczni i przymusowi. „Mamy coraz większe zróżnicowanie”

Staliśmy się krajem imigracji netto, czyli więcej przyjeżdża, niż wyjeżdża. Czy ten proces będzie się wyłącznie pogłębiał?

Myślę, że tak. Jeśli Polska będzie się rozwijać, to z pewnością tak będzie się działo. To, co jest super istotne w kontekście ostatnich lat to nie tylko to, że tak liczna rzesza migrantów z różnych części świata chce do Polski przyjechać, nawet pomimo pandemii oraz wojny w sąsiedniej Ukrainie, ale też jest bardzo liczna grupa migrantów przymusowych. W Krakowie mamy ich ponad 30 000, czyli łącznie Ukraińców mamy około 65 - 70 tysięcy licząc migrantów przymusowych oraz ekonomicznych, którzy przyjechali przed pełnoskalową inwazją, którzy mają dokumenty. Jest jeszcze 30 000 innych migrantów, w tym bardzo liczna grupa Białorusinów, spośród których spora część jest migrantami ekonomicznymi wg dokumentów, ale de facto są imigrantami przymusowymi, bo uciekli z Białorusi po ostatnich wyborach i represjach, które spotykały całą opozycję. Mamy bardzo liczną grupę rosnącą grupę Gruzinów, malejącą grupę Rosjan, są też Turcy, Włosi i Hiszpanie, Indonezyjczycy, obywatele Azerbejdżanu, więc zdecydowanie widać, że mamy coraz większe zróżnicowanie. Nowością istotną i ważną jest grupa migrantów przymusowych, którzy przyjechali po pełnoskalowej inwazji. Ich potrzeby, ich specyfika jest inna niż reszty migrantów.

Jak wygląda sytuacja Ukraińców w Małopolsce dwa lata po wybuchu wojny?

A czy obserwuje pan, panie profesorze zmianę nastawienia do przymusowych migrantów, którzy po pełnoskolowie inwazji na Ukrainę przyjechali do Polski, do Krakowa, do Małopolski?

W badaniach przeprowadzonych przez CBOS widać fluktuację w stronę bardziej negatywnych postaw, ale co do samego Krakowa nie mam szczegółowej wiedzy.

Profesor Konrad Pędziwiatr, fot. Jacek Bańka

Profesor Konrad Pędziwiatr, fot. Jacek Bańka

Kontrowersje związane z objęciem obowiązkiem szkolnym dzieci uchodźców. „Zachęta, nie przymuszanie”

Co się może zmienić pierwszego września, kiedy obowiązkiem szkolnym zostaną objęte dzieci uchodźcze? Jeśli chodzi o młodych Ukraińców, to minister Mucha mówiła, że to może być nawet 75 000 w skali kraju, w Małopolsce to może być koło 16 tysięcy. Warunkiem otrzymania świadczenia 800 plus będzie zapisanie dzieci do przedszkola albo do szkoły.

To jest bardzo kontrowersyjne posunięcie ze strony władz, które szukają sposobu na rozwiązanie bardzo poważnego problemu. Nie do końca jestem przekonany, że to jest najlepsze rozwiązanie. Z pewnością mamy poważny problem dzieci ukraińskich, szczególnie starszych dzieci, nie tych z pierwszych klas, które pozostają poza systemem edukacyjnym. To jest zjawisko, które widzieliśmy zarówno w badaniach w Krakowie, jak i tych, które prowadziliśmy w Tarnowie, Nowym Sączu, Olkuszu i Oświęcimiu. Z pewnością należy szukać rozwiązań tego, żeby dzieci w polskiej szkole było więcej, ponieważ jeśli one uczestniczą w zajęciach w szkole w Ukrainie online, to jeszcze pół biedy, ale sporo z nich w ogóle nie jest poza systemem. To jest naprawdę ogromny, poważny problem. Często wiąże się to z brakiem opieki, z wieloma innymi sprawami, więc należy szukać rozwiązań, należy budować szkołę jakby otwartą, która będzie zachęcała tego typu uczniów, żeby do niej przychodzili. Może rozwiązaniem jest pojawienie się większej liczby zajęć w języku ukraińskim na przykład w szkole państwowej, publicznej, jest wiele innych rozwiązań, które moim zdaniem powinny zostać wprowadzane jednocześnie, żeby przeciwdziałać temu zjawisku.

Eksperci: powiązanie 800 plus z realizacją obowiązku szkolnego to dobre rozwiązanie

A dlaczego objęcie obowiązkiem szkolnym to kontrowersyjne rozwiązanie?

Dlatego, że jest przymuszające. Ja bym bardziej szukał rozwiązań, które by zachęcały pozytywnie, między innymi ofertą, dodatkowymi zajęciami. Jeśli ktoś absolutnie nie chce chodzić do szkoły, to tworzenie przestrzeni do nauczania zdalnego w Ukrainie. Wydaje mi się, że jest sporo innych możliwych rozwiązań.

Czy to również wyzwanie dla takiej inicjatywy jak Otwarty Kraków?

Tak. Otwarty Kraków to ważna inicjatywa Krakowa, która jest realizowana od 2016 roku, więc z długą tradycją. Program jest wielopoziomowy, działania skupiają się wokół budowania swojej własnej polityki integracyjnej, rozwiązywania problemów, które się pojawiały w miastach, wyzwań integracyjnych. Teraz jest planowane nowe otwarcie z nowymi wskaźnikami, z nowymi celami na najbliższe lata.

To jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze powstaje dokument zwany polityką migracyjną. Jakie miałby pan najważniejsze rekomendacje?

Ja uczestniczę w tych w tych warsztatach, jest bardzo dużo różnego typu głosów, które staramy się w Krakowie z profesorem Brzozowskim zebrać, opracować. Szczególnie nas interesuje wymiar rynku pracy i to, jak niwelować pewne bariery dostępu do pracy. Ważną sprawą są kwestie związane z przyspieszeniem procedur nostryfikacji w kontekście szczególnie zawodów, których najbardziej potrzeba - myślę na przykład o medykach. Mieliśmy pewne procedury ułatwiające dostęp medyków zagranicznych do polskiego rynku pracy w związku z sytuacją covidową, teraz to się kończy i istnieje bardzo duża potrzeba, żeby jak najszybciej wypracować rozwiązania, które by pozwoliły na zatrudnianie obcokrajowców w profesjach medycznych i zadbanie o polskich pacjentów najczęściej, ale też zagranicznych pacjentów.

Polska potrzebuje migrantów. Brakuje wysokiej klasy specjalistów, jak i rąk do pracy

Pod koniec ubiegłego roku liczby migrantów w naszym kraju szacowanym na ponad milion sto tysięcy. Czy można odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, czy rzeczywiście Polska na tym zyskała? To są oczywiście ręce do pracy, czy może straciła ze względu choćby na świadczenia socjalne?

Co się dzieje na rynku pracy w Krakowie? „Początek roku jest fatalny”

Zdecydowanie zyskała. Większość opracowań pokazuje, że Polska bardzo potrzebuje migrantów - różnych migrantów, tych bardzo dobrze wykształconych - krakowski rynek pracy ma bardzo duże zapotrzebowanie na wysokiej klasy specjalistów, ale potrzebujemy również po prostu rąk do pracy - w branży budowlanej, w branży przetwórczej, przemysłowej jest gigantyczne zapotrzebowanie, a Polska nie ma rąk do pracy. Jednocześnie istnieje szczególne zapotrzebowanie poza dużymi miastami z perspektywy zmian demograficznych i depopulacji wielu miejsc. W tej sytuacji migranci są zbawienni dla wielu obszarów, nie tylko dużych miast.

Autor:
Jacek Bańka

Wyślij opinię na temat artykułu

Najnowsze

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię