Pogoń rozegrała cztery mecze w drodze do czwartkowego finału Pucharu Polski na PGE Narodowym, a Wisła - pięć. Szczecinianie aż trzy spotkania rozstrzygnęli w dogrywce, a ekipa z Krakowa, która grała wyłącznie w roli gospodarza, dwukrotnie potrzebowała dodatkowego czasu gry.

Po trzech latach ponownie o trofeum i pięć milionów premii przedstawiciel ekstraklasy powalczy z zespołem występującym w 1. lidze.

"Portowcy" powalczą nie tylko o premierowy triumf w PP, ale i w ogóle pierwsze trofeum do klubowej gabloty, bo na mistrzostwo kraju muszą poczekać co najmniej do przyszłego sezonu. Z kolei Wisła ma w dorobku 13 tytułów za ligowy prymat, a po Puchar Polski sięgnęła czterokrotnie, ale od ostatniego zwycięstwa mija 21 lat.

Szczecinianie z racji reprezentowania kraju w europejskich pucharach zmagania w PP zaczęli w tej edycji od 1/16 finału i od początku "mieli pod górkę".

Z pierwszoligowym Podbeskidziem wygrali w Bielsku-Białej po golu Kamila Grosickiego w 90. minucie gry.

Później omijało ich szczęście w losowaniu, bo trafiali na czołowe polskie drużyny, choć dwukrotnie mogli wystąpić przed własną publicznością.

W 1/8 finału zmierzyli się z Górnikiem Zabrze. Prowadzili po kolejnym trafieniu kapitana "Grosika", ale w 90. minucie wyrównał Sebastian Musiolik. W dogrywce szalę na stronę zespołu szwedzkiego trenera Jensa Gustafssona przechylił Brazylijczyk Leo Borges.

Ćwierćfinał to z kolei pojedynek w Poznaniu z Lechem. Na gole kibice czekali do 119. minuty, kiedy do siatki gospodarzy posłał piłkę Portugalczyk Joao Gamboa.

"Pogoń pokazała siłę jako prawdziwa drużyna, pokazaliśmy team spirit od pierwszej do ostatniej minuty. Piłkarze do upadłego walczyli jeden za drugiego, wydaje mi się, że po raz pierwszy widziałem coś takiego, od kiedy pracuję w tym klubie. Jestem niezwykle dumny z zawodników. Póki co jednak my jeszcze nic nie osiągnęliśmy w tych rozgrywkach, choć myślę, że po tym, co pokazaliśmy w Poznaniu, nic już nas nie powstrzyma" - powiedział w lutym, być może proroczo, szkoleniowiec Pogoni.

W półfinale los skojarzył jego zespół z liderem ekstraklasy - Jagiellonią Białystok. Na gola Greka Efthymiosa Koulourisa dla "Portowców" w 79. minucie odpowiedział Bartłomiej Wdowik i trzecia z rzędu dogrywka z udziałem szczecinian stała się faktem. W 98. minucie bramkę na wagę czwartego w historii awansu do finału strzelił Norweg Fredrik Ulvestad.

Wisła zaczęła rywalizację w PP od 1. rundy, czyli 1/32 finału. We wrześniu 2023 na własnym stadionie spotkała się ze spadkowiczem z ekstraklasy - Lechią Gdańsk i zwyciężyła 2:1 po dogrywce, do której doprowadził strzałem z rzutu karnego jej niedawny zawodnik Luis Fernandez w siódmej minucie doliczonego przez arbitra czasu gry. W dodatkowych 30 minutach rozstrzygające okazało się trafienie innego Hiszpana - Angela Baeny.

W następnej rundzie wiślacy pokonali innego pierwszoligowca - Polonię Warszawa 3:0, a w 1/8 finału wygrali z występującą na tym samym poziomie Stalą Rzeszów 4:1.

W ćwierćfinale na drodze "Białej Gwiazdy" stanął ekstraklasowy Widzew Łódź. Skończyło się 2:1 po dogrywce, ale o tym spotkaniu było głośno jeszcze długo po ostatnim gwizdku. I głównie właśnie za sprawą sędziego Damiana Kosa, którego kontrowersyjna decyzja doprowadziła do dogrywki.

Goście prowadzili od 80. po golu zdobytym przez Bartłomieja Pawłowskiego z rzutu karnego. Arbiter bardzo przedłużył drugą połowę i w 108. minucie Wisła wyrównała po bramce Angela Rodado. Trafienie Hiszpana było weryfikowane przez kilka minut - najpierw przez sędziów VAR, a następnie na monitorze przez Kosa, który ostatecznie uznał gola. Wątpliwości ekspertów przy budził fakt, że będący na pozycji spalonej piłkarz krakowian Igor Łasicki brał udział w akcji poprzez przeszkadzanie Mateuszowi Żyrze. Zawodnik gospodarzy za sprawą popchnięcia obrońcy Widzewa mógł też odebrać mu możliwość zagrania lub odbicia piłki lecącej w kierunku bramki.

Tuż przed końcem dogrywki Szymon Sobczak zdobył drugiego gola dla Wisły, która zameldowała się w półfinale.

Mecz miał jednak kolejną "dogrywkę", gdyż łodzianie złożyli oficjalny protest do PZPN w związku z przebiegiem spotkania. Jak wskazali, podstawą była błędna decyzja sędziego, który - w opinii działaczy Widzewa - wypaczył wynik. Klub wnosił o powtórzenie meczu, w celu wyłonienia zwycięzcy w sportowej rywalizacji, ale jego żądania zostały odrzucone. Sędzia Kos został jednak na pewien okres zawieszony.

W półfinale z Piastem = podobnych kontrowersji już nie było. Wiślacy do przerwy prowadzili 2:0, a będących wtedy w wyraźnym kryzysie gliwiczan stać było w drugiej połowie tylko na jednego gola.

"To dzień, który oddał kibicom Wisły te wszystkie cierpienia, których doświadczali w ostatnich latach" – podkreślił Sobczak, który w drodze do finału uzyskał trzy gole, a przyznał, że jeszcze nigdy nie był na PGE Narodowym.

"Niedawno przejeżdżaliśmy obok i spojrzałem w jego kierunku. Ważne, abyśmy jako zespół byli gotowi na finał. Kibice ponieśli nas do finału i tak samo będzie na Narodowym" - zaznaczył.

W tej edycji PP wiślaków prowadziło trzech trenerów: Radosław Sobolewski, Mariusz Jop i obecny - Albert Rude.

"Dziękuję moim poprzednikom. Ten finał to także ich zasługa" - przypomniał hiszpański szkoleniowiec.

Ekipa "Białej Gwiazdy" awansowała do finału po raz 11., ale pierwszy od 2008 roku. Na piąty triumf w PP czeka jednak pięć lat dłużej.

PAP